Wejście 1, maj 2014
Zbieramy grupkę znajomych z dziećmi i ustalamy termin spotkania na drugą sobotę maja: miesiąc zaczyna się ciepło i słonecznie, więc idąc za ciosem (tzw. "weekend majowy" zaczęliśmy od wejścia na Błatnią) kolejne wolne od pracy dni spędzamy na szlaku.
Wybór miejsca jest tak samo oczywisty, jak kilka miesięcy później: Równica (885m n.p.m.) jest jednym z tych oswojonych beskidzkich szczytów, na który możemy wybrać się nawet w godzinach późno popołudniowych ze względu na łatwy dojazd samochodem (droga asfaltowa prowadzi z centrum Ustronia Zdrój aż do polany podszczytowej, na której znajduje się schronisko PTTK). To właśnie ułatwienie komunikacyjne powoduje, że Równica cieszy się sporym zainteresowaniem turystów o różnych potrzebach i aspiracjach, dla nas tym razem stanowiąc kompromis pomiędzy koniecznością pracy i nauki w sobotnie przedpołudnie, a potrzebą wyruszenia w góry pomimo oczywistego braku czasu.
Ustroń. |
Już za zakrętem czeka nas spełnienie - jesteśmy na szczycie Równicy (885m n.p.m.). |
Fauna beskidzka zawsze łaskawie się do nas uśmiecha, każda wyprawa przynosi ze sobą spotkanie z jakimś przedstawicielem tutejszych lasów. |
Na trasie przetestowane zostały trzy rodzaje nosideł dla małych turystów: nosidło ergonomiczne firmy M., nosidło miękkie typu Mei Tai oraz nosidło turystyczne na bazie plecaka ze stelażem. |
Do Ustronia dojechaliśmy drogą ekspresową S1 Bielsko - Biała - Cieszyn, na wysokości Skoczowa odbijając na Wisłę - Ustroń. Po dotarciu do celu chcąc wjechać na parking przy schronisku opłaciliśmy stosowna kwotę (maj 2014: 7 złotych) i udaliśmy się w kierunku polany nieco powyżej schroniska. Wybór zamierzony z dwóch istotnych powodów. Po pierwsze, w chwili kiedy dotarliśmy do polany wokół budynku zrobiło się niesamowicie tłoczno ze względu na grupy rajdowe mające tutaj swój punkt zbiórki (zorganizowane grupy wycieczkowe turystów małych i tych dojrzałych wiekiem, to tutaj widok bardzo częsty), a po drugie (do czego z bólem serca się przyznaję) dopiero jako dorosła osoba uświadomiłam sobie, że szczyt Równicy to nie miejsce parkingowe z uroczym i popularnym schroniskiem. Szczyt Równicy znajduje się nieco powyżej nas, a można dotrzeć tam żółtym szlakiem prowadzącym na Skoczów (przez szczyt o nazwie Lipowski Groń, 743m n.p.m.). Tym samym, niemal ze 100 procentową pewnością podejrzewam, że weszłam na Równicę po raz pierwszy, choć jednocześnie trudno mi spamiętać ilość wycieczek, z którymi byłam w tym miejscu w czasach swojego dzieciństwa.
Wejście 2, sierpień 2014
To się nazywa relaks w plenerze ;). |
Narada? Chwila przerwy przed podejściem na szczyt. |
"Zapaleńcy" w komplecie :). |
Znowu przyjeżdżamy samochodem, chociaż pierwotnie celem naszej wycieczki była tylko Czantoria Wielka (995m n.p.m.). Plany tej wyprawy ulegają jednak tak szybkim przemianom, że pozostaje tylko uśmiechnąć się do Fortuny, która tak przyjaźnie obdarzyła nas słonecznym i ciepłym sierpniowym popołudniem.
Wejście 3, październik 2014
Odległa Czantoria Wielka - kolej linowa widziana z polany na Równicy. |
"Achimku, uśmiechnij się" ... - Tata robi zdjęcie :). |
Jedyny w tym sezonie zatrzymany w kadrze zachód słońca. |
Przygotowując się do tej trasy z pewną dozą spokoju uświadomiłam sobie, że tegoroczny sezon to coś na kształt "ścieżki wspomnień", niewątpliwie związanej z osobą zmarłego Dziadka. Jest kilka szczytów, które w tym roku stanęły na mojej osobistej mapie podróży: jest wśród nich kilka takich, które odwiedziliśmy i sporo takich, które odwiedzę dopiero za jakiś czas. Tym razem bardzo zależało mi na tym, żeby zrobić to jak trzeba: wejść klasycznie turystycznie, szlakiem. Czytałam sporo opracowań dotyczących Równicy i, choć w minimalnym stopniu przyznaję rację twierdzącym, że jest to szczyt absolutnie niewymagający i zbyt łatwy (patrz: opis wejścia pierwszego), to nie do końca mogę pogodzić się z lekceważącym stosunkiem do potencjału, jaki ta góra ma w sobie. Żeby wyjść na szczyt, trzeba przede wszystkim postawić sobie cel, chociaż niektórym odwiedzającym góry wystarczają ładne obrazki (a panorama tutaj, trzeba przyznać, jest wyjątkowo urzekająca) i kawa w schronisku. Ja chciałam poczuć wysiłek, zapach lasu i zmęczenie połączone z satysfakcją, że znowu dałam radę.
Nasza trasa zaczęła się na dworcu PKP w Pszczynie, skąd odjeżdżają pociągi relacji Katowice - Wisła, a przystankiem docelowym była stacja Ustroń Zdrój. To tutaj, w centrum miasteczka, rozpoczyna się oznaczony kolorem czerwonym Główny Szlak Beskidzki im. K. Sosnowskiego (najdłuższy szlak w polskich górach, mierzy ponad 500 km długości i kończy się w Wołosatem w Bieszczadach). Kierując się drogowskazami, przechodzimy przez most na rzece Wisła i spokojnie zmierzając ku górnym zabudowaniom uzdrowiskowego Ustronia mijamy Sanatorium Reumatologiczne, kolejny most (tym razem na jednym z kilku potoków wpadających do Wisły) i po krótkim marszu pomiędzy zabudowaniami prywatnymi dochodzimy do drogi prowadzącej wprost do lasu (w moim odczuciu ten miejski fragment szlaku stanowi nie więcej niż 1/3 całości podróży). Mamy dobrą widoczność, pomimo znacznego zachmurzenia i świadomości, że na górze panuje mgła. Jest spokojnie, a szlak jest dobrze oznakowany. Część łagodnego podejścia kończy się szybko i wraz ze zwiększeniem gęstości lasu i wysokości drzew, wzrasta też nasz wysiłek włożony w pokonanie nieco bardziej stromego podejścia. Jest to nieznaczny, ale wymagający odcinek, ponieważ kamienie (szczególni wilgotne) zmuszają do zwolnienia tempa marszu, i tutaj należy się chyba "chwała" kijom do NW, które miałyśmy przy sobie - po prostu idzie się pewniej. Niedługo po tym, jak mijamy w drodze siedemnastowieczne miejsce do odprawiania nabożeństw (krzyż, kamienny ołtarz, drewniane ławy dla uczestników nabożeństw), okazuje się, że jesteśmy na miejscu, tzn szlak doprowadził nas w sąsiedztwo zabudowań należących do schroniska, a stamtąd dopiero (po solidnym posiłku (dziękujemy Ci Marcinie :)), i porcji ciepłej aromatycznej kawy) uderzamy w kierunku ukrytego całkowicie za mgłą szczytu Równicy.
Oszczędzając słowa w podsumowaniu napiszę tak: mgła schowała przed nami wszelkie możliwe widoki krajobrazowe i znacząco wpłynęła na jakość zrobionych przeze mnie zdjęć. Niemniej jednak była to aura tak odmienna od letniej i słonecznej, która dotychczas towarzyszyła naszym wędrówkom, że przyjemnie wręcz było doświadczyć jej odmiany. Za nią idzie też zupełnie inny zapach górskiego powietrza, jego wilgotność odczuwana na twarzy, no i otaczająca temperatura (nie byłoby przesady, gdyby w taki dzień mieć w plecaku zapasową parę jesiennych rękawiczek i cieplejszy polar). Było bajecznie pięknie i całkowicie inaczej.
Przy budynku dworca kolejowego znajdują się tablice z informacją o szlakach turystycznych na terenie Ustronia i okolic. |
Rzeka Wisła, trakt spacerowy w centrum Ustronia. |
Kaczka na Wiśle trenująca styl pływacki "pod prąd". |
Jesień ... |
W ramach akcji "1 Pieszy Rajd dla Mam" towarzystwa na szlaku dotrzymała mi Bożenka, zaprzyjaźniona koleżanka ze studiów :). |
Jesteśmy mniej więcej kwadrans drogi od schroniska - mgła narasta. |
Kaskada na jednym z potoków w centrum Ustronia. |
Dawne miejsce nabożeństw. |
Nieliczne prześwity na szlaku. |
W schronisku spotkałyśmy się z mamą Asią i jej półtoraroczną córeczką, która pierwsze kroki na szlaku stawiała właśnie w naszym towarzystwie. |
Jeszcze tylko kilka kroków i będziemy u celu - szczyt Równicy na wyciągnięcie ręki. |
Jesień rozwija swą paletę barw ... |
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz