05 sierpnia 2014

(MOJA) WIELKA RACZA

„Nasze” pierwsze spotkanie miało miejsce we wrześniu 2003 roku: wybraliśmy się z mężem, dość spontanicznie zresztą, na nocny rajd górski opatrzony hasłem „Noc Krawculi”. Była to druga edycja imprezy pasjonatów polegająca na całonocnej wędrówce przez beskidzkie szczyty, z miejscem docelowym wyznaczonym na szczycie Krawców Wierch (1071m n.p.m., szczyt Beskidu Żywieckiego, należy do  tzw Grupy Pilska). Dla nas była to pierwsza, i jedyna jak dotąd tego rodzaju wyprawa, niemniej przeżycie nocnej włóczęgi w tak niezwykłych okolicznościach i wysiłek, jakiego doświadczyłam wspinając się około 2 w nocy na Wielką Raczę właśnie (droga została wytyczona czerwonym szlakiem ze Zwardonia, Wielka Racza była pierwszym z kilku szczytów zdobytych po drodze) pozostawił we mnie „głód” na więcej. Powiem nawet, że kwestią ambicji stało się, by tu powrócić i „nie dać się”. Nigdy wcześniej na mej górskiej drodze nie doświadczyłam takiego zmęczenia i bólu, jak właśnie wtedy: pomimo niewinnych 1200m n.p.m. Wielka Racza stała się wyzwaniem, na realizację którego czekałam 11 lat.


Na starcie - Himko, kije do NW dla mamy i piękno Beskidu Żywieckiego dookoła nas.

W tegorocznej wędrówce towarzyszyli nam chłopcy (obecnie to dzieci w wieku 10, 8, 6 i 3 lata), więc trasa musiała być dopasowana do ich dobrze pojętej wydolności i umiejętności wytrwania na szlaku (to pierwszy tak wysoki szczyt w ich doświadczeniu). Ustaliliśmy, że trasę rozpoczniemy w Rycerce (Rycerka Górna – Kolonia) szlakiem żółtym: z opisów wynikało, że czas przejścia nie zajmie nam więcej niż dwie godziny (1h 45min dokładnie). Nasz czas zamknął się w dwóch godzinach i pięciu minutach marszu, po czym minęliśmy drogowskaz w kierunku Przegibka (na wysokości 1000m n.p.m., na Przełęczy Przegibek znajduje się schronisko PTTK) i udając się w przeciwnym do niego kierunku weszliśmy na polanę jagodową, znajdującą się tuż przed samym szczytem Wielkiej Raczy. Chłopcy po wejściu do schroniska posłali szeroki uśmiech do Szefa lokalu i dostali kubeczki piwne, po czym pognali z powrotem na polanę, a tymczasem ja i A udaliśmy się na „ścieżkę wspomnień”. 


Młodsza część drużyny odpoczywa pod okiem Taty :).

Czas na deser po samodzielnych zbiorach :).

Po pierwsze rzut okiem na szlak prowadzący od Zwardonia – zobaczyliśmy co prawda tylko ostatni fragment drogi, ale okazało się, że to ścieżynka wijąca się pomiędzy iglakami, niewiele na pół kilometra widoczna przed schroniskiem. Po drugie – rzut okiem na mapę i porównanie charakteru, i przebiegu obu tras (co do długości nie ma o czym mówić, szlak ze Zwardonia wyraźnie jest opisany na 4h 45min marszu): ku naszemu zaskoczeniu szlak z Rycerki okazał się mniej stromy, niż się tego spodziewaliśmy. Co więcej, musi to być trasa stosunkowo popularna, ponieważ spotkaliśmy kilka grup idących z dziećmi oraz sporo dorosłych turystów z wiaderkami wypełnionymi jagodowymi zbiorami. Zaletą szlaku jest z pewnością to, że regularnie, a zarazem umiarkowanie wznosi się do góry (tzn. zmiany w układzie terenu następują płynnie, nie ma nagłych stromizn), poza tym jest to szeroka droga leśna (prawdopodobnie droga dojazdowa do schroniska), sporadycznie napotkamy fragmenty z większą ilością kamieni.
Jedynym wyzwaniem na naszej wyprawie okazało się słońce, bo jak mało kiedy wyruszyliśmy w drogę dopiero w południe, a na miejscu okazało się, że spora część szlaku przebiega w terenie odkrytym (prawdopodobnie trwa karczowanie tego fragmentu zbocza).

Krajobrazy tej części Beskidów ciągle mnie zachwycają ...
Tradycyjnie już, obiad zjedliśmy w otoczeniu przyrody, niemniej sala z bufetem jest w schronisku dostępna i dobrze zaopatrzona, a całość stanowi przytulnie urządzone wnętrze. Po obiedzie weszliśmy jeszcze na wieżę widokową, skąd rozciąga się fantastyczna panorama na Beskid Żywiecki i sąsiadujące z nim po stronie słowackiej piękne strome szczyty Małej Fatry. W idealnych warunkach powinniśmy zobaczyć jeszcze Tatry Zachodnie, ale tym razem okryte były mgłą i widać było zaledwie zarys „czegoś w oddali” ;).

Przejście drogi powrotnej (ponownie szlakiem żółtym) zamknęliśmy w czasie 60 minut.

Tuż powyżej schroniska PTTK znajduje się platforma obserwacyjna, z której można oglądać piękną panoramę.

Wielka Racza jest dla mnie miejscem niezwykłym: nie wiem, na czym jej magia polega, ale być może tamto wrześniowe, tak nietypowe spotkanie, czyni z tego szczytu moje magiczne miejsce. Czuję się spełniona tegoroczną wyprawą i nasycona pięknymi widokami, a jednak w duszy już gra apetyt na więcej ...


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz