„Nasze” pierwsze spotkanie miało
miejsce we wrześniu 2003 roku: wybraliśmy się z mężem, dość spontanicznie
zresztą, na nocny rajd górski opatrzony hasłem „Noc Krawculi”. Była to druga
edycja imprezy pasjonatów polegająca na całonocnej wędrówce przez beskidzkie
szczyty, z miejscem docelowym wyznaczonym na szczycie Krawców Wierch (1071m
n.p.m., szczyt Beskidu Żywieckiego, należy do tzw
Grupy Pilska). Dla nas była to pierwsza, i jedyna jak dotąd tego rodzaju
wyprawa, niemniej przeżycie nocnej włóczęgi w tak niezwykłych okolicznościach i
wysiłek, jakiego doświadczyłam wspinając się około 2 w nocy na Wielką Raczę właśnie
(droga została wytyczona czerwonym szlakiem ze Zwardonia, Wielka Racza była
pierwszym z kilku szczytów zdobytych po drodze) pozostawił we mnie „głód” na
więcej. Powiem nawet, że kwestią ambicji stało się, by tu powrócić i „nie dać
się”. Nigdy wcześniej na mej górskiej drodze nie doświadczyłam takiego
zmęczenia i bólu, jak właśnie wtedy: pomimo niewinnych 1200m n.p.m. Wielka
Racza stała się wyzwaniem, na realizację którego czekałam 11 lat.
Na starcie - Himko, kije do NW dla mamy i piękno Beskidu Żywieckiego dookoła nas. |
Młodsza część drużyny odpoczywa pod okiem Taty :). |
Czas na deser po samodzielnych zbiorach :). |
Po pierwsze rzut okiem na szlak prowadzący od Zwardonia – zobaczyliśmy co prawda tylko ostatni fragment drogi, ale okazało się, że to ścieżynka wijąca się pomiędzy iglakami, niewiele na pół kilometra widoczna przed schroniskiem. Po drugie – rzut okiem na mapę i porównanie charakteru, i przebiegu obu tras (co do długości nie ma o czym mówić, szlak ze Zwardonia wyraźnie jest opisany na 4h 45min marszu): ku naszemu zaskoczeniu szlak z Rycerki okazał się mniej stromy, niż się tego spodziewaliśmy. Co więcej, musi to być trasa stosunkowo popularna, ponieważ spotkaliśmy kilka grup idących z dziećmi oraz sporo dorosłych turystów z wiaderkami wypełnionymi jagodowymi zbiorami. Zaletą szlaku jest z pewnością to, że regularnie, a zarazem umiarkowanie wznosi się do góry (tzn. zmiany w układzie terenu następują płynnie, nie ma nagłych stromizn), poza tym jest to szeroka droga leśna (prawdopodobnie droga dojazdowa do schroniska), sporadycznie napotkamy fragmenty z większą ilością kamieni.
Jedynym wyzwaniem na naszej wyprawie okazało się słońce, bo jak mało kiedy wyruszyliśmy w drogę dopiero w południe, a na miejscu okazało się, że spora część szlaku przebiega w terenie odkrytym (prawdopodobnie trwa karczowanie tego fragmentu zbocza).
Krajobrazy tej części Beskidów ciągle mnie zachwycają ... |
Tradycyjnie już, obiad zjedliśmy
w otoczeniu przyrody, niemniej sala z bufetem jest w schronisku dostępna i
dobrze zaopatrzona, a całość stanowi przytulnie urządzone wnętrze. Po obiedzie
weszliśmy jeszcze na wieżę widokową, skąd rozciąga się fantastyczna panorama na
Beskid Żywiecki i sąsiadujące z nim po stronie słowackiej piękne strome szczyty Małej Fatry. W idealnych warunkach powinniśmy zobaczyć jeszcze
Tatry Zachodnie, ale tym razem okryte były mgłą i widać było zaledwie zarys
„czegoś w oddali” ;).
Przejście drogi powrotnej
(ponownie szlakiem żółtym) zamknęliśmy w czasie 60 minut.
Tuż powyżej schroniska PTTK znajduje się platforma obserwacyjna, z której można oglądać piękną panoramę. |
Wielka Racza jest
dla mnie miejscem niezwykłym: nie wiem, na czym jej magia polega, ale być może tamto
wrześniowe, tak nietypowe spotkanie, czyni z tego szczytu moje magiczne
miejsce. Czuję się spełniona tegoroczną wyprawą i nasycona pięknymi widokami, a
jednak w duszy już gra apetyt na więcej ...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz