Ta wycieczka miała być sprawdzianem:
dla kapryśnej pogody (w ciągu trzech dni dwa razy „przegoniła” nas z Brennej
burza) i dla mnie samej (całodniowa, samotna wycieczka z czwórką dzieci, w tym
z rozbieganym niesfornym trzylatkiem ;)). Pewne było jedno: będziemy się kapać
w rzece do woli i liczymy na to, że nie przeszkodzi nam w tym żadna
lipcowa nawałnica.
W centrum Brennej w Parku Turystyki gości wita Gazda Brennicy - Utopiec. |
Zaczęło się przyjemnie wczesnym rankiem w domu: bardzo lubię poranne pobudki i obraz śpiących dzieci w pokojach. Wieczorem poprzedniego dnia przygotowałam część prowiantu i zanim postawiłam ospałych chłopców w gotowości do wyjazdu, kotlety były już usmażone, napoje rozlane do bidonów, plecaki ustawione w szeregu do odbioru. Zapowiadał się słoneczny dzień.
Na miejscu zrobiliśmy szybkie zakupy na śniadanie i tuż przed godziną 9.oo byliśmy nad rzeką. Okazało się, że to wyśmienity moment, aby uniknąć tłumów, bo oprócz stada owiec prowadzonego na halę nie spotkaliśmy żadnych turystów. Nie da się ukryć, że woda w rzece nie była najcieplejsza, taka poranna pora to chyba tylko czas morsów. Chłopcy jednak zdali egzamin, bo nawet H wszedł bez szemrania i dotrzymał towarzystwa starszym braciom.
Na miejscu zrobiliśmy szybkie zakupy na śniadanie i tuż przed godziną 9.oo byliśmy nad rzeką. Okazało się, że to wyśmienity moment, aby uniknąć tłumów, bo oprócz stada owiec prowadzonego na halę nie spotkaliśmy żadnych turystów. Nie da się ukryć, że woda w rzece nie była najcieplejsza, taka poranna pora to chyba tylko czas morsów. Chłopcy jednak zdali egzamin, bo nawet H wszedł bez szemrania i dotrzymał towarzystwa starszym braciom.
Po intensywnej zabawie, niełatwo przyszło nam zdecydować co robić dalej. Dla mnie miał to być dzień maksymalnej eksploatacji przestrzeni, bo przed końcem wakacji nie planuję już przyjazdów w te strony. Wiedziałam też, że chłopcom marzy się głównie czas wolny w Brennicy, bo zapał do włóczęg po górach nieco im osłabł ostatnio … Innym jeszcze wyzwaniem było ogarnięcie H … Myślę, że ostatecznie sprawy potoczyły się bardzo pomyślnie, a o spacerze Szlakiem Utopca zadecydowała nuda i co tu kryć, moja matczyna przebiegłość ;).
H. w czasie wodnej zabawy - kąpiele w rzece Brennicy to już "rytuał" :). |
Przystań wodna "Hołcyna" - uroczy punkt wypoczynkowy, przy którym znajduje się pierwsza (z czterech) tablic Bajkowego Szlaku Utopca. |
Jesteśmy w połowie drogi, za drugą tablicą rozciąga się najdłuższy odcinek szlaku. Około pół kilometra za zakrętem wchodzimy w leśny odcinek drogi. Centrum, wały spacerowe nad rzeką. |
Dzień w Brennej zakończyliśmy ponowną zabawą w Brennicy (wcześniej, oczekując na autobus zeszliśmy do potoku Leśnica), nie po raz pierwszy także dane mi było obejrzeć, jak chłopcy spontanicznie wplatają w zabawę wydarzenia aktywnie spędzonego dnia. Okazało się bowiem, że (niekoniecznie mądra) przepychanka we wodzie przerodziła się w sesję z wyłaniającym się z wody Utopcem (w tej roli J) i utopionym przez niego (zgodnie zresztą z legendą o Antku, który stał się Gazdą Brennicy) młodszym bratem, S.
Takie podbudowane przygodą zabawy to czysta satysfakcja! |
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz