18 lutego 2015

NA CHROBACZEJ ŁĄCE

Mama na szlaku z dziećmi :).

Na Chrobaczą Łąkę przyciągał mnie krzyż widoczny podczas wjazdu DK1 do Bielska - Białej: od wielu lat malujący się na nocnym niebie jako jasny, zawieszony jakby w powietrzu punkt skupiający moją uwagę. W sierpniu minionego roku udało nam się zorganizować grupę kilku rodzin i wspólnymi siłami wybraliśmy się w podróż.

W drogę wyruszyliśmy z Porąbki, wybierając szlak czerwony (drugi, obok żółtego, którym z Porąbki Zapory można wejść na Chrobaczą), nieznany mi zupełnie, podobnie jak te strony Beskidu. Dużym zaskoczeniem był dla mnie stopień trudności szlaku - chociaż wysokość szczytu to niewinne (?) 828m n.p.m., Chrobacza Łąka okazała się być dużym wyzwaniem dla naszego potencjału i przyznam szczerze, że jest to to jeden z bardziej wymagających odcinków jakie w minionym roku przeszliśmy w Beskidach: chociaż za zaletę można poczytać fakt, że szlak cały czas biegnie lasem (w dniu naszej podróży było bardzo ciepło, to niewątpliwie zaleta, że mieliśmy naturalną ochronę przed słońcem ;)), to nie brakuje tu kamienistych i stromych podejść. 
Ogólnie ujmując, wysiłek włożony w podejście wspominam z dreszczykiem zadowolenia, bo człowiek się i napracował i (zdrowo) spocił (np wspierając zmęczone dwuletnie nóżki tradycyjnym "na barana"), i kolejny raz coś osiągnął. Stworzyliśmy sympatyczną grupę piechurów, z niektórymi spotykając się także jesienią w drodze na Przegibek. Niestety rozczarowaniem było zetknięcie z zarośniętym, pozbawionym widoków szczytem, bo zarówno punkt widokowy pod krzyżem (ze specjalną platformą), jak i łąkę poniżej schroniska otaczały na tyle wysokie zarośla, że z trudem obserwowało się cokolwiek poza górą Żar. W samym schronisku poziom obsługi też nijak miał się do "ochów" słyszanych przed podróżą, ale skądinąd może to być związane ze śmiercią dotychczasowego opiekuna schroniska i luką, jaka wypełniła to miejsce po jego odejściu ... W każdym razie, jeśli wybierzecie się na Chrobaczą w słoneczny ciepły dzień możecie liczyć na piwo podane w okienku ...

Zapora w Porąbce oglądana tuż przed wejściem na właściwy odcinek szlaku, czyli przed wejściem do lasu.

Drużyna :).

Najmłodszy uczestnik wyprawy "wmaszerował" na szczyt Chrobaczej Łąki na plecach mamy :).

Czerwony szlak, odcinek leśny - zaraz na początku drogi czekało nas konkretne podejście.

Czerwony szlak prowadzi przez las - po stromym podejściu idzie się grzbietem Bujakowskiego Gronia.


J podczas kolejnego stromego podejścia.

N wspomagany przez kije do NW poradził sobie wspaniale - fakt jest godny uwagi tym bardziej, że jego "turbo buty" na tej właśnie trasie doznały "uszkodzenia z powodu kamieni" (jak nam wytłumaczył sam zainteresowany :)).


W odcinku grzbietowym szlak wyraźnie łagodnieje - w lesie wypełnionym wielkimi kałużami unosił się orzeźwiający zapach wilgoci. Wkrótce potem zaczynał się ostatni stromy odcinek w naszej podróży.

Ostatnie wyzwanie ...


Zakończenie etapu wejścia na szczyt zwiastuje wyłaniająca się pomiędzy drzewami konstrukcja krzyża.

Właściciel uszkodzonych "turbo butów" - Nikodem :).


Krzyż na Chrobaczej Łące ufundowany został przez lokalną społeczność na III Tysiąclecie oraz X - lecie Diecezji Bielsko - Żywieckiej. Poświęcony został we wrześniu 2002 roku przez ówczesnego biskupa, księdza Tadeusza Rakoczego. Wysokość konstrukcji to 35 metrów, rozpiętość ramion krzyża 10,5 metra, ciężar 6,8 tony.


Halo, halo! Szukamy widoków, o których tyle się naczytałam przed podróżą ... ;).

Na odpoczynek przy schronisku połączyliśmy się z grupą znajomych, która dotarła szlakiem żółtym z Kóz. Łączna ilość członków to ponad 20 osób :).

Na polanie poniżej schroniska jest możliwość usmażenia kiełbasek. H z kolegą odpoczywają po posiłku.

Kaplica w schronisku na Chrobaczej Łące (obecnie schronisko funkcjonuje jako "dom turystyczno - rekolekcyjny").

Jedyna panorama tego popołudnia - Góra Żar i zarys sąsiednich szczytów Beskidu Małego.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz